Bangkok – Nie takie amerykańskie Miasto Aniołów…

Przygotowując plan podróży tworzę sobie wyobrażenie miejsca które mam odwiedzić, rzeczywistość czasami mnie zawodzi a czasami zaskakuje. Bangkok doskonale wpasował się w drugą opcję. Mogłabym użyć wielu słów do opisania tego miasta, w śród nich byłyby z pewnością: niesamowita różnorodność i kontrast, chaos wraz z współistniejącym pięknem, przepych, a zarazem i prostota.

Jest to także miejsce gdzie tradycja wiąże się nierozerwalnie z nowoczesnością, gdzie buddyjska skromność współistnieje razem z konsumpcjonizmem. Sama oryginalna nazwa miasta może spowodować zawroty głowy i poplątanie języka. Pełna nazwa Bangkoku w języku tajskim brzmi: Krung Thep Mahanakhon Amon Rattanakosin Mahinthara Ayuthaya Mahadilok Phop Noppharat Ratchathani Burirom Udomratchaniwet Mahasathan Amon Piman Awatan Sathit Sakkathattiya Witsanukam Prasit, co w języku polskim oznacza: Miasto aniołów, wielkie miasto i rezydencja świętego klejnotu Szmaragdowego Buddy, niezdobyte miasto Boga, wielka stolica świata, ozdobiona dziewięcioma bezcennymi kamieniami szlachetnymi, pełne ogromnych pałaców królewskich, równającym niebiańskiemu domowi odrodzonego Boga; miasto, podarowane przez Indrę i zbudowane przez Wiszwakarmana.
Nie bez przyczyny nazwa ta znajduje się w Księdze Rekordów Guinnessa jako najdłuższa nazwa geograficzna na świecie.

Obserwując niesamowity rozwój tej metropolii, zaskakujący jest fakt, że Miasto Aniołów powstało zaledwie 200 lat temu. Początkowo ze względu na istniejącą sieć kanałów nazywane było „Wenecją wschodu”, niestety obecnie kanały zostały zasypane. Aby poczuć trochę „weneckiej” atmosfery można wybrać się na wycieczkę do pływającego targu, gdzie można zobaczyć i poczuć jak wyglądało dawne życie Bangkoku. Niestety podobnie jak i Wenecja Bangkok stale obniża się od 2 do 5 cm rocznie, co przy stałym wzroście poziomu morza grozi jego zalaniem.

Jest to jednocześnie najgorętsze miasto świata ze średnią roczną temperaturą 28 stopni.  W okresie od marca do maja temperatura może tam sięgać 35 stopni, można zatem sobie wyobrazić odczucia spragnionego cienia turysty… dlatego radzę odwiedzać to miasto w okresie od listopada do lutego kiedy temperatura bardziej sprzyja zwiedzaniu. Bangkok nie posiada centralnej dzielnicy, natomiast każda jego część charakteryzuje się ogromną ilością interesujących miejsc/obiektów i zachwyca swoją odmiennością. Posiada niezliczoną ilość bogato zdobionych świątyń buddyjskich. Szczególnym miejscem jest utworzona sztucznie wyspa Rattanakosin, na której znajduje się Stare Miasto Królewskie z najważniejszymi obiektami tj. Wielkim Pałacem, Świątynią Leżącego Buddy (Wat Pho) czy Świątynią Szmaragdowego Buddy (Wat Phra Kaew).

Z Rattanakosin pod drugiej stronie rzeki Chao Phraya, można dostrzec w oddali wspaniałą Świątynię Świtu (Wat Arun). Po pokonaniu stromych schodów, prowadzących na szczyt świątyni, można podziwiać przepiękną panoramę miasta. Warto odwiedzić również, jedną z największych na świecie, chińską dzielnicę. Tutaj obok zgiełku targujących się przechodniów, niezliczonej ilości kolorów i zapachów dań przyrządzanych pospiesznie na ulicach, znajduje się Świątynia Złotego Buddy (Wat Traimit) z największym złotym posągiem Buddy.

Okolice ulicy Sukhumvit zaskakują nowoczesnością. Jest to tak zwana część biznesowa z niezliczoną ilością wieżowców oraz centrów handlowych.

Po intensywnym zwiedzaniu można odpocząć w parku Dusit czy Lumphini, gdzie w cieniu wielkiej metropolii można spotkać brodzące w wodzie żółwie.

Najważniejsze punkty turystyczne są doskonale skomunikowane imponującą kolejką naziemną BTS Skytrain oraz tramwajem wodnym na rzece Chao Phraya, przejażdżka tymi środkami transportu stanowi dodatkową atrakcję oraz pozwala zaoszczędzić czas.

Mogę zapewnić że również od strony kulinarnej, Bangkok nie rozczaruje nawet najbardziej wyrafinowanych kubków smakowych. Stolica Tajlandii nierozerwalnie wiąże mi się z doskonałym jedzeniem. Ulice wypełnione są zorganizowanymi na szybko garkuchniami. Zapach typowych tajskich przypraw jak trawa cytrynowa, liście limonki kaffir czy świeżego imbiru pamiętam do dzisiaj… ale o tym napiszę w innym poście.

Doskonałym podsumowaniem charakteru tej metropolii jest wszechobecny uśmiech mieszkańców, nie bez powodu Tajlandia nazywana jest krainą uśmiechu.

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *